Cofnij

Idzie nowe, czyli jak znalazłem idealnego fotoasystenta ;)

Mówi się, że szewc bez butów chodzi, tymczasem nawet najlepszy fotograf nie zawsze ma przy sobie sprzęt potrzebny do uchwycenia tej jednej, niepowtarzalnej chwili, której jest świadkiem w danym momencie. Na szczęście czasy się zmieniają i technologia pozwala na małe odstępstwa od utartych reguł, a podejście do fotografii staje się coraz mniej konserwatywne. Zdjęcia wykonane smartfonem nie są już traktowane jak zło konieczne, a dobrej fotki z telefonu nikt nie nazwie „robioną kalkulatorem” czy „mydelniczką”. Oczywiście diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach, czyli we wnętrzu smartfona, a dokładniej w specyfikacji aparatu, w który jest wyposażony. Na szczęście dla mnie aparat w Huawei P8 to kompan godny zaufania, a z jego „usług” korzystam coraz częściej nie tylko w sytuacjach awaryjnych.


Kto by się spodziewał, że profesjonalny sprzęt fotograficzny, czyli wizytówka każdego fotografa, może okazać się ciężarem podczas codziennej pracy. Lampy, tła, statywy i obiektywy to oczywiście nieoceniona pomoc, ale też aspekt uniemożliwiający w niektórych sytuacjach dosłowne przeniesienie momentu na fotografię wraz z całą jego autentycznością. Czasy mamy takie, że oprócz zrobienia zdjęcia, równie ważną czynnością jest podzielenie się nim tam, gdzie możesz spotkać wszystkich swoich znajomych jednocześnie, czyli w internecie ;). Z dobrym aparatem w telefonie wszystko staje się dziecinnie proste. Wyjmujesz, uruchamiasz i strzelasz fotkę tu i teraz, bez zastanowienia i bez chwili zawahania. Następny krok to wrzucenie jej do mediów społecznościowych lub wysłanie mailem na dowolny adres – i gotowe. Przerzucanie zdjęcia z lustrzanki na komputer, a następnie wysyłanie jej na swój telefon, żeby wreszcie umieścić ją na Instagramie lub Snapchacie brzmi jak horror.


Możliwości, jakie w tym momencie daje aparat w smartfonie w połączeniu z faktem, że wszystkie potrzebne aplikacje znajdują się w jednym, poręcznym urządzeniu, to dla mnie cud techniki! A pamiętacie robienie selfie normalnymi aparatami, zwłaszcza tymi pokaźnych rozmiarów? Nie wiedziałem, że ludzka ręka może się wygiąć do takiego stopnia! ;)

W pracy fotografa często zdarza się też, że otoczka, jaka towarzyszy sesji zdjęciowej, onieśmiela i zniechęca modela do współpracy, a przynajmniej do wrzucenia na luz, ułatwiającego całą sprawę. Nie szukając daleko, ostatnio miałem sportretować bohatera wywiadu dla jednego z magazynów. Na miejscu okazało się jednak, że zdjęcia to ostatnia rzecz, o której wspomniany bohater marzy i każda wymówka była dobra, aby się od tego wymigać. Nie zastanawiając się, zacząłem niezobowiązującą „przymiarkę”, do której użyłem mojego Huawei P8. Kilka fotek dla sprawdzenia światła w końcu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, tym bardziej, jeśli robisz je przysłowiowym „łokciem” ;). Nic bardziej mylnego! Jakość zdjęć była bez zarzutu, co pozwoliło na wykorzystanie ich w gazecie. Czujność modela została uśpiona, dzięki czemu uzyskałem naturalne ujęcia. Jak widzicie, czasami lepiej mieć autentyczne fotografie z telefonu niż portret, z którego aż bije przytłoczenie profesjonalnym sprzętem.


Robienie zdjęć smartfonem daje mi dużo dodatkowych możliwości podpatrzenia ciekawych i niepowtarzalnych sytuacji. Mobilność i niezawodność są w cenie, a noszenie ciężkiego sprzętu nie zawsze się sprawdza, dlatego warto mieć przy sobie idealne zastępstwo. Ja swoje już znalazłem ;)




Brak komentarzy pod artykułem. Skomentuj jako pierwszy!

Skomentuj