Cofnij

Lato w trybie off

Przede mną bardzo intensywne miesiące. Wydanie nowej płyty, próby, trasa koncertowa, mnóstwo wyjazdów i stresu. Telefon musi mi towarzyszyć praktycznie przez cały czas. Kontakt z zespołem, dopinanie sesji zdjęciowej, okładki itd. Maile, telefony, wiadomości ‒ cały czas w kontakcie z ekipą, która pracuje wraz ze mną, by to wszystko się udało!

Ale jeszcze zanim ruszy ta lawina, chciałam złapać trochę oddechu... W końcu to ostatnie chwile moich wakacji! A najważniejszym dla mnie jest nie dać się zwariować, trochę przystopować, odpocząć i poukładać sobie w głowie właściwą hierarchię wartości.

Całe lato było upalne - w zasadzie nie wyjeżdżając z Polski czułam się, jak podczas gorących wakacji. Ciepły piasek nad polskim morzem w trakcie Open'era, gofry z truskawkami w Sopocie, wizyty z przyjaciółmi na miejskich basenach, czy wycieczki rowerowe po warszawskich parkach z moim nieodłącznym, psim kompanem. I jeden wspólny mianownik – ZA GORĄCO! Postanowiłam uciec od tego upalnego zgiełku i pojechać z paczką znajomych w góry. Lodowiec i jazda na nartach lub snowboardach, zabawy w lekko już topniejącym śniegu, kąpiele w zimnych jeziorach i rzekach… Brzmi wspaniale? I tak było! Naszym głównym celem był Hintertuxer gletcher i festiwal filmów o sportach wysokogórskich w St. Anton Am Arlberg. Oraz ograniczenie kosztów, czyli w skrócie: spanie, gdzie popadnie ;)

Ruszyliśmy bez planu, a nasz wyjazd to wspaniałe śniadania w plenerze, obiady na trawie, łowienie ryb i wieczorne ogrzewanie się przy ognisku. Wakacje, podczas których totalnie się wyciszyłam. Siedziałam i wsłuchiwałam się w dźwięki dzikiej natury. Świerszcze, strzelające ognisko, szum lasu. Mieszanka obrazów, dźwięków i zapachów tak naturalna a zarazem zupełnie niezwykła. Życie, które toczy się swoim naturalnym torem. W takich warunkach najlepiej poznaje się swoich bliskich i siebie samego. Zbliżyłam się nie tylko do natury, ale także do swoich przyjaciół i do siebie samej. Wędrówki, spanie pod gołym niebem i długie rozmowy przy ognisku sprzyjają temu, by przypomnieć sobie, co w życiu najważniejsze. Także o tym, że czasami warto wyłączyć telefon i ograniczyć wirtualne bodźce. Skupić się na kontakcie z nowo poznanymi ludźmi, na tym, co dzieje się wokół, a czego wgapieni w sprzęty elektroniczne nie zauważamy.
 
Pamiętajmy, że telefony są SMART i dostosują się do naszych potrzeb, niezależnie od sytuacji. Mój Huawei P8 pozwala bez problemu wybrać i wyłączyć funkcje, których w danej chwili nie chcę lub nie potrzebuję. Ja w wolnym czasie cieszyłam się jedynie podstawowymi funkcjami "wakacyjnymi”: mapą, świetnym aparatem fotograficznym, aplikacjami do obróbki zdjęć, sporadycznie korzystałam z WiFi i shazzam, żeby sprawdzić, czy znajduje tyrolskie hity! Notatnik i dyktafon to oczywiście moje nieodłączne aplikacje. W górach szczególnie przydał mi się dyktafon. W takich miejscach, gdzie dosłownie wszystko jest inspiracją ‒ od zapachu i obrazu po każdy dźwięk, warto od razu nagrywać swoje pomysły. Przychodziły mi do głowy melodie, pomysły na teksty, inspirowały mnie dźwięki natury i rozmowy przy ognisku. Zaraz po powrocie do domu szybko wróciłam do mojej codzienności, ale wszystkie zapiski i nagrania pozostały!
 
Teraz wróciłam do lekcji gry na gitarze, która po podróżach i zmianach temperatury w samochodzie jest lekko rozstrojona. Dlatego stroik z Huawei jest teraz moim najbliższym przyjacielem. Podobnie metronom, z którym właśnie zaczynam ćwiczyć. Dba o to, abym nie gubiła rytmu w muzyce. Ten w życiu jest już doskonale uregulowany :)
 
Buziaki,
Marcelina

PS. Zobaczcie mini relację z tego wyjazdu w galerii!

Brak komentarzy pod artykułem. Skomentuj jako pierwszy!

Skomentuj